Kaszubskie marzenie ze stypendium
Na zewnątrz zwykły szeregowiec, niczym specjalnym nie różniący się od innych. W środku przebudowany nie do poznania dzięki inwencji właścicieli, pomocy brata Janusza i pomysłowi kuzynki Beaty.
Janusz Lubiński kupił dom w szeregowcu w 1982 roku po powrocie ze stypendium zagranicznego. Jak twierdzi, gdyby nie długi pobyt za granicą, nigdy by go nie było stać na taki zakup.
Do nowego domu wprowadzili się dokładnie w dniu, kiedy Polacy rozgrywali na mistrzostwach świata w piłce nożnej mecz z drużyną Peru, wygrywając 4:1.
Marzenie wyniesione z domu
Janusz nigdy nie lubił poprzedniego mieszkania w bloku. Wychował się na Kaszubach, gdzie stoi dom rodzinny, który był dla niego zawsze wzorem, do którego należy dążyć. Gdy więc trafiła się okazja kupienia tanio zniszczonego domu w szeregowcu, nie zastanawiał się ani chwili.
Krysia prawie płakała, że nie chce takiego domu, że lepiej jest mieszkać w kamienicy, bo nie ma żadnego kłopotu z ciągłymi remontami Janusz Lubiński od pierwszego imienia żony woli to drugie. Pokazuje miejsca, gdzie wyburzył ściany działowe, gdzie nośne i jak zaprojektował wiele detali, które uczyniły dawny niemiecki rozkład pomieszczeń bardziej współczesnym i funkcjonalnym. ˝ona Teresa śmieje się, że jest samochwała, dodaje więc szybko: - Duże prace wykonałem przy pomocy brata, ale drobiazgami, upiększającymi całość, zajmowała się wyłącznie Krysia.
Pierwotnie po wejściu do domu wkraczało się od razu do dużego pokoju. Obecnie, po przesunięciu ścian, wchodzi się do korytarza. Stąd prowadzą wejścia do salonu, kuchni i kolejnych pomieszczeń, a jednocześnie osobne do przedsionka prowadzącego do ogrodu i na schody wiodące na piętro.
Wszystko zostało przebudowane
Pierwszą, którą zburzyli, była ściana w małym pokoju graniczącym z drugim pomieszczeniem. Tym samym niewielki pokój zamienił się w duży salon, połączony z kuchnią. Ozdobą salonu jest wspaniały kominek zbudowany na wzór francuski. Kominek, to pomysł Beaty, kuzynki Janusza, która kiedyś rzuciła myśl, że brakuje go w bawialni.
Był to okres, kiedy fachowcy udawali, że się na wszystkim znają, a później u znajomych widziałem, jak kominki dymią do wewnątrz opowiada Janusz. Rada w radę, by tego uniknąć, musiałem przeczytać fachową literaturę francuską.
Wszystko sam wyliczyłem i być może dzięki temu dotąd ani razu nas nie zawiódł.
Inne tematycznie powiązane strony:
|