Nie żyjemy w muzeum
Kredens stojący w kuchni jest autentykiem. Obok również oryginalna nadstawka znaleziona w opłakanym stanie na śmietniku. Cała reszta wystroju dorobiona została w podobnym stylu. Blaty zrobiono z wyszlifowanego kamienia.
- Dobrze wykonane okna zapobiegają kurzeniu się, nie mam więc aż tak dużo pracy przy sprzątaniu - śmieje się pani Danuta.
Każda nisza i półka wypełnione zostały kolekcjami starych żelazek, młynków, moździeży, ceramiki, butelkami po nalewkach i piwie oraz wieloma jeszcze innymi detalami, tworzącymi wrażenie przebywania w kuchni starego gdańskiego dworu.
- Najstarsza córka długo narzekała, że w naszym domu są same starocie, a u jej koleżanek, piękne nowowczesne meble - dodaje pan Stanisław. - Aż pewnego razu odwiedziły ją koleżanki i były zachwycone. Od tego czasu nie usłyszeliśmy ani razu, że mieszkamy w muzeum.
Brakuje już miejsca
Pan Stanisław jest myśliwym, ale rodzina zabroniła mu wyeksponowania myśliwskich trofeów w domu. Stwierdzili, że byłoby tego za dużo. Jedyne, co może trzymać, to minikolekcję broni białej.
- Kiedyś może wybuduję domek, choć tak naprawdę nie mam na to zbytniej ochoty - przyznaje i dodaje - Taki "dworek" w mieszkaniu spółdzielczym ma swoje plusy. A jak chcę na świeże powietrze, to jadę albo do lasu, albo na działkę.
Inne tematycznie powiązane strony:
|